Navigation Menu
Jak smakuje Nepal?

Jak smakuje Nepal?

By on Gru 2, 2018 in Azja, Najbardziej to lubię jeść, Nepal, Różne | 0 comments

Kuchnia Nepalu w dużej mierze, bazuje na przepisach wspólnych dla całego subkontynentu indyjskiego. Oczywiście, na każdym kroku serwuje nam swoje wariacje na temat tej kuchni, poddaje się zwłaszcza wpływom kuchni chińskiej i tybetańskiej. 

Podstawą kuchni nepalskiej jest ryż, soczewica oraz sezonowe warzywa. Używa się tutaj dużej ilości aromatycznych przypraw, takich jak: kumin, kolendra, imbir, czosnek, kardamon, kurkuma i wielu innych. Do potraw, podaje się często wypiekane w piecach tandoori chlebki naan.

Natomiast nie spodziewajcie się jednak dużego urozmaicenia potraw, po pewnym czasie jedzenie może wydać się Wam nawet dość monotonne. Niemniej jednak, można znaleźć coś co przypadnie do gustu. Zapraszam na krótki przewodnik, gdzie i co zjeść.

Czego trzeba spróbować w Nepalu?

  1. Dal Bhat – jest to tradycyjny posiłek nepalski składający się z gotowanego ryżu (bhat) oraz zupy z soczewicy (dal); podawany jest z sezonowymi warzywami, a w wersji „na bogato” można zamówić do niego kawałki mięsa lub ryby. Absolutnie spróbować trzeba.
  2. Momo – to danie to mój osobisty faworyt wśród nepalskich dań – pierożki z nadzieniem z mięsa, albo ziemniaków czy też sera. Najczęściej są parowane, ale można nabyć je również w wersji opiekanej, podawane z sosem. W ulicznych knajpkach można sporą porcję Momo kupić za 1,- zł.
  3. Curry – to danie kuchni indyjskiej jest popularne również w Nepalu. Ja najbardziej lubiłam je w wersji z serem paneer, oczywiście zawsze można je dostać w wersji z mięsem lub tofu.
  4. Lassi – oczywiście najlepiej mango lassi! Pyszny i orzeźwiający napój na bazie jogurtu z dodatkiem owoców, można kupić na wielu ulicznych straganach.
  5. Tongba – piwo ze sfermentowanego prosa, spróbować trzeba, uprzedzam lojalnie, ze nie należy do moich faworytów. 🙂

Nigdy nie obawiałam się jedzenia z ulicznych wózków czy w lokalnych restauracjach. Ale istnieje jednak kilka zasad, dzięki którym uchronimy się przed nieprzyjemnymi dolegliwościami:

  • woda – pijemy tylko butelkowaną, oryginalnie zamkniętą; tutaj należy zwrócić uwagę, że lód to też woda i niestety najczęściej z kranu, więc lepiej unikać; wodę niebutelkowaną można pić, ale należy ją uzdatnić (kroplami lub tabletkami), wtedy smakuje jak ta z basenu, ale przynajmniej jest bezpieczna – niestety raz sama się nie zastosowałam do tych zasad i przeżyłam to bardzo boleśnie, udało się postawić  mnie na nogi tylko dzięki dobrej apteczce oraz instrukcjom telefonicznym lekarza z Polski, leki z miejscowej apteki też dają radę,
  • owoce – najlepiej umyć je również wodą z butelki, która była oryginalnie zamknięta,
  • poza tym, jeśli nie macie nadwrażliwych żołądków i nie planujecie jeść surowego mięsa wszystko będzie ok 🙂

Na ulicach oprócz stoisk z przekąskami (różne dziwne pieczone czy nadziewane ciasteczka, lub makaron smażony w jajku i inne takie), miejsc w których można kupić owoce, soki i lassi, są także sklepy i stoiska z przyprawami (warto zaopatrzyć się w nie w drodze powrotnej do domu, są niezwykle aromatyczne!), a także popatrzeć na różnorodność odmian soczewicy i fasoli i innych produktów spożywczych. Można skusić się także, na słodki, jak ulepek, sok z trzciny cukrowej.

Zawsze robi na mnie wrażenie sprzedaż świeżych ryb i mięsa – popatrzcie na zdjęcia, ale przynajmniej kupujący może ocenić, ze towar jest w 100% świeży.

Oczywiście w dużych miejscowościach są normalne markety, które oferują wszystko od słodyczy (nawet krówki) po kosmetyki albo smakowe papierosy. Wybór jest ogromny.

I coca-cola i pepsi. Coca-cola i pepsi są wszędzie 😉

Jedzenie w trakcie trekkingu to trochę bardziej skomplikowana sprawa.

Jak już wspominałam we wcześniejszych wpisach, stołować można się po drodze w lodgach czy guest housach. Na niższych wysokościach jeśli stołujemy się i śpimy w jednym miejscu, może pomóc nam to w wynegocjowaniu darmowego wiadra ciepłej wody, także tego typu lojalność się opłaca.

Ceny „idą w górę” wraz z wysokością. Myślę, ze jest to spowodowane przede wszystkim tym, że do każdej lodgy, restauracji wszystko trzeba wnieść (tak, niestety), często mijaliśmy się z tragarzami dźwigającymi kartony z butelkami napojów czy jedzenia.

Jedzenie na trasie nie jest zbyt urozmaicone, ale możemy być pewni, ze zawsze dostaniemy na śniadanie naleśniki czy tosty, a na obiad dal bhat lub makaron z sosem pomidorowym. Będzie można kupić także czipsy lub batoniki, w czasie drogi mieliśmy ze sobą zawsze coś słodkiego.

Oczywiście w miejscach, gdzie nie będzie już lodgy, gdzie śpimy w namiotach, trzeba mieć ze sobą maszynkę do gotowania oraz coś co można w prosty sposób ugotować i co nam da energię do dalszej drogi (ryż/makaron/tuńczyk w puszce zawsze się sprawdzą). Oczywiście, można zabrać ze sobą także gotowe dania liofilizowane.

W czasie trekkingu zdarzyło nam się raz troszkę źle zaplanować trasę i o nocleg poprosiliśmy lokalnych mieszkańców, którzy nie dość, ze przyjęli nas pod swój dach, to jeszcze przesympatyczna pani ugotowała nam najlepszy dal bhat i imbirową, rozgrzewającą herbatę.

W większych miejscowościach, takich jak Lukla czy Namche Bazar, przez które musi przejść praktycznie każda grupa udająca się w góry, na pewno znajdziemy dużą ilość różnorodnych restauracji i pubów, kawiarni z pysznym ciastem. Nawet Starbucks’a, chociaż do dziś nie wiem czy był oryginalny czy nie 🙂

Kathmandu oferuje zatrzęsienie knajp, naturalnie są one nastawione na turystów i jak wszędzie, raz znajdziemy w nich lepsze, a raz gorsze jedzenie, dlatego podpowiem, gdzie nam się najbardziej podobało:

  1. The White House Kitchen – Paknajol Marg, Kathmandu, pyszne śniadania i dania obiadowe, wybraliśmy to miejsce ze względu na bliską odległość od pensjonatu w którym mieszkaliśmy; pierożki momo, naleśniki z owocami i soki ze świeżych owoców pierwsza klasa a do tego umiarkowane ceny,
  2. OR2K – Mandalastreet, Kathmandu, wspaniała pod każdym względem, sałatki, desery, a zwłaszcza czekoladowy suflet warte są grzechu,
  3. Black Olives Cafe – Chaksibari Marg, Kathmandu, tutaj zaglądałam na śniadania, i zjadłam swoją pierwszą w życiu shakshoukę, tak właśnie tutaj, a nie w Izraelu; z resztą w Kathmandu bardzo popularne są śniadania „Israeli style”,
  4. Fire & Ice Pizzeria – Thamel, Kathmandu, jeśli zatęsknicie po trekkingu za pizzą, wtedy trzeba zajrzeć właśnie tutaj, prawdziwa włoska pizza i makarony, dość drogo, ale warto, po menu zajrzyjcie tutaj,
  5. Al Madina Halal Foods – Opposite Dolphin Guest House Behind, Thamel Masjid, Gaa Hiti Rd, Kathmandu, fantastyczne jedzenie!!! curry i masale, ser paneer, ale także znajdzie się coś dla mięsożerców, wszystko podawane z chlebkami naan, i do tego tanio. Tutaj po raz pierwszy spotkałam się z tym, że po jedzeniu podawano cukier z kardamonem do oczyszczenia kubków smakowych i poprawy oddechu 😉

Jeśli macie ochotę na coś w bardziej europejskim wydaniu, można wejść do:

  1. Gardens Of Dreams / Kaiser’s Cafe – Tridevi Sadak, Kathmandu, jedzenie ok, można wypić także europejskie piwo, dość drogo,
  2. MEZZE by ROADHOUSE – Durbarmag, Kathmandu, w sąsiedztwie Pałacu Narayanhiti, świetny taras na dachu, wygodne kanapy, fąfidąfi drinki i jedzenie, do tej grupy należy więcej restauracji rozsianych po całym Kathmandu, można zobaczyć tutaj. 

Dosłownie w każdym lokalu, niezależnie od jego klasy, jest darmowe WiFi, to najlepszy sposób na przyciągnięcie klientów.

Może kuchnia Nepalu mnie nie zachwyciła, ale jednak znalazłam tam kilka perełek, za którymi nawet tęsknię.

Po ponad miesiącu spędzonym w tym pięknym kraju, tak na prawdę, to marzyłam o kromce białego chleba z masłem i… wędzoną makrelą. Moi bliscy zadbali o to, żeby moje wyśnione frykasy czekały na mnie po powrocie do Polski.

Smacznego!

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This