Navigation Menu
Gambia familijnie

Gambia familijnie

By on Gru 3, 2017 in Afryka, Gambia | 0 comments

Ten wyjazd był zdecydowanie inny niż wszystkie do tej pory. Zawsze przed podróżą dużo czytam i planuję sobie (oczywiście wiedząc, że plany będę korygować na miejscu) co chcę zobaczyć, co mnie najbardziej interesuje, zazwyczaj program każdego wyjazdu jest mocno napięty. Nie inaczej było tym razem.

Na miejscu okazało się jednak, że plany to jedno, ale najwspanialsze co nas spotyka w podróży to inni ludzie, którzy akurat w Gambii, spowodowali, że plany zmieniły się w jednej chwili całkowicie.

Odkąd wróciłam, cały czas prześladuje mnie myśl, że większość z nas kompletnie nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo uprzywilejowani jesteśmy tylko z tego powodu, że urodziliśmy się białymi Europejczykami. Nie rozumiemy i nie doceniamy. Wydaje nam się, że wszystko nam się należy, gonimy za nie wiadomo czym, gubiąc po drodze najprostsze i najważniejsze wartości. Wydaje nam się, że odkrywamy, a tymczasem, chcemy zmieniać to co nieznane na swój sposób kompletnie nie zastanawiając się czy to jest dobre.

Wracając do podróży. W Gambii najważniejsi dla mnie okazali się ludzie z którymi tam byłam i których tam spotkałam. Nauczyli mnie w tym krótkim czasie śmiać się głośno i radośnie aż zabraknie tchu i tańczyć tak jakby nikt mnie nie widział. 🙂

Kilka lat temu, moja przyjaciółka Joanna, z którą wybrałam się w tę cudowną podróż, poznała przez Facebook’a Gambijkę mieszkającą we Francji – Ayę. Kiedy Aya dowiedziała się, że jedziemy do jej rodzinnego kraju od razu powiedziała: „Musicie odwiedzić moją rodzinę”.

I od razu wiedziałyśmy, ze będzie to jeden z ważniejszych punktów naszego wyjazdu.

Umówiłyśmy się, że przyjedzie po nas jej ojciec oraz młodsza siostra. I tak się stało. Do Wellingary, 11-tysięcznego miasteczka w którym mieszka ta rodzina, pojechaliśmy taksówką. Miejscowość położona jest zaledwie 9 km, od wybrzeża, od miejsca w którym mieszkałyśmy, ale jak to się dzieje w Gambii, jechaliśmy tam prawie godzinę. Główne drogi są asfaltowe, natomiast boczne są bardzo różne, a na prawdę jest super jeśli są one utwardzone, bo najczęściej pokryte są piaskiem zupełnie jak na plaży. Kierowcy najczęściej nie przekraczają zawrotnej prędkości 40 km/h.

 

 

Trochę pokluczyliśmy różnymi uliczkami, aż wreszcie okolica robiła się coraz spokojniejsza, coraz mniej sklepików i straganów, a więcej domów mieszkalnych.

Dojechaliśmy na „naszą” ulicę, szeroką, chociaż piaszczystą wzdłuż której usytuowane były parterowe domy otoczone dość wysokimi murami. Naprzeciwko domu naszych gospodarzy mieścił się niewielki meczet, bardzo prosty i skromny.

W Gambii całe rodziny żyją wspólnie, rodzice, dzieci, wnuki, czasem ciotki. Mężczyzna może mieć 2 żony, ale nie każdy z tej możliwości korzysta, ponieważ każdą musi w ten sam sposób utrzymać. Rodzina Ayi pochodzi z najliczniejszej grupy etnicznej w Gambii – ludu Mandinka.

Nasza rodzina była dość liczna. Zostaliśmy zaproszeni do środka domu, co ciekawe, w każdym z nich, pierwszym pokojem jest pokój gościnny/dzienny, w którym przebywają goście, kuchnia, łazienka i sypialnie są umieszczone w dalszej części domu.

Przywieźliśmy ze sobą trochę prezentów, rzeczy do szkoły dla dzieci, maskotek i po prostu słodyczy – my zostaliśmy zaproszeni na tradycyjny obiad – benechin i do wspólnego gotowania.

 

Oprócz kuchni wewnątrz domu, na podwórku znajduje się coś na kształt „kuchni letniej” z paleniskiem, gdzie gotuje się ryż, czy smaży ryby.

Kobiety zaczęły gotowanie ryżu – a w zasadzie jego parowanie, pod ogromnym sitem z ryżem, na palenisku, został ustawiony garnek z wrzącą wodą i dokładnie uszczelniony ścierkami, tak, aby cała para była skierowana prosto na ryż. Na ten czas usiedliśmy sobie na podwórku domu zajęci rozmową zauważyliśmy, jak coraz więcej dzieci zagląda przez dziury w murze i koniecznie chce sprawdzić skąd się wzięli goście, czyli my.

Następnie został przygotowany sos do ryżu z sosem sojowym oraz marynowaną cebulą i marchewką oraz usmażono maniok i bakłażana. Później usmażono ryby i pokrojono świeże warzywa – ogórka, pomidora. Poproszono nas abyśmy pomogły nakładać porcje ryżu do misek, bo co najważniejsze, tutaj je się ze wspólnej miski rękoma. Po nałożeniu wymieszanego z sosem i smażonymi warzywami ryżu, pani domu poukładała na porcjach ryby oraz świeże warzywa i mogliśmy zasiadać do jedzenia.

Dla nas został przygotowany stół nakryty obrusem oraz otrzymaliśmy łyżki.

Muszę przyznać, że jedzenie było przepyszne, ryż genialnie doprawiony, a ryby świeże i chrupiące.

 

Jeszcze przed obiadem, co chwilę jedna z kobiet znikała w domu, i po chwili wychodziły przebrane w swoje odświętne kolorowe sukienki, a na głowie miały zawiązane równie kolorowe turbany.

Kiedy skończyliśmy jedzenie, na podwórko przed domem przyszedł chłopak z bębnami i zaczął śpiewać i wygrywać różne rytmy. Początkowo nieśmiało, zaczęły się rozkręcać tańce i śpiewy. Kobiety i dzieci ruszyły do zabawy, ucząc nas kroków, które były dla nas jednak odrobinę skomplikowane, ale wszyscy daliśmy porwać się zabawie.

Coraz więcej sąsiadów zaczęło zaglądać na podwórko naszych gospodarzy i po jakiejś chwili bawił się tam już dość spory tłum. Dzieci, które ośmieliły się w końcu podejść bliżej koniecznie chciały nas chociaż potrzymać za rękę a najlepiej wdrapać się od razu na kolana.

Ze swojej strony postanowiliśmy zaprezentować piosenkę i chociaż ciężko było wybrać, to zdecydowaliśmy się na nieśmiertelną „Stokrotkę” 🙂 która została przyjęta z dużym aplauzem.

Nawet nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się nagle późne popołudnie, temperatura troszkę zelżała. Nadszedł czas końca naszej wizyty. Żegnaliśmy się długo i wylewnie, a młodzież oraz dzieci czekały tak długo, aż przyjechała po nas taksówka.

Od razu wiedziałam, będzie to jedno z najważniejszych miejsc jakie zobaczymy w trakcie naszej podróży.

 

Zaraz na początku naszego pobytu, w hotelowej restauracji, zupełnie przez przypadek trafiłyśmy, jak się później okazało na czyjeś urodzinowe party-niespodziankę. Jednymi z gości byli muzyk Abou i jego genialnie śpiewające siostry oraz moja najwspanialsza Rohey.

Zaczęły się występy, cała muzyczna rodzina śpiewała tak cudownie, że Adel mogłaby im tylko pozazdrościć. Jeszcze nie zdawałyśmy sobie sprawy, ze cały tydzień spędzimy wspólnie i że odwiedzimy jeszcze jeden gambijski dom.

Dzięki naszym nowym znajomym poznałyśmy jeszcze więcej lokalnego jedzenia, a najwspanialsze było to, ze muzyczna rodzina zaprosiła nas do swojego domu, żeby wspólnie nam zaśpiewać.

Cała rodzina Abou i Fafy, którzy wspólnie wydali płytę zajmuje się muzyką, w czym bardzo wspierała ich mama, która również ma niesamowity głos. Ja osobiście jestem wielką fanką głosu Fafy, który ma tak niesamowitą barwę i głębię, że kiedy śpiewa trzęsą się ściany. Jest po prostu cudowna!

Ich rodzina pochodzi z Senegalu i wywodzi się z ludu Wolof. Co ciekawe, każdy z tych ludów ma swój odrębny język (oczywiście każdy mówi również po angielsku). Dlatego też w ich domu zostałyśmy poczęstowane potrawą yassa – tradycyjną potrawą Senegalu, na bazie ryżu i ryb (ale może być również podawana z kurczakiem).

Abou i Fafa wydali swoją pierwszą płytę, którą znajdziecie też a AppleStore. Na płycie są piosenki współczesne ale zagrane w zupełnie inny sposób – będę się upierać, ze to za sprawą ich niesamowitych głosów!

Na klipie poniżej próbka głosu Abou, który został zaproszony do śpiewania przez zespół występujący w hotelu.

I chociaż chwila z tego jak śpiewali dla nas…

I na koniec, chociaż wcale nie ostatnia – Rohey – dziewczyna gra w filmach i reklamach, ma niesamowity temperament, genialnie tańczy i śpiewa (tak Adele, ciesz się, że Rohey nie mieszka w Londynie) i ma najcudowniejsze poczucie humoru na świecie! A problemy mamy wszędzie te same, takie typowo babskie, miłość, ciuchy, mogłyśmy gadać godzinami.

Rohey you are the best my Sis! <3

Na dzień dzisiejszy Gambia dla mnie to wspaniali, życzliwi i uśmiechnięci ludzie. Otworzyłam swoja bramę do Afryki i dopiero teraz zaczęła mnie wciągać. Już mamy kolejne pomysły, tworzą się kolejne plany.

Ale zawsze w planach będę miała odwiedziny u przyjaciół w Gambii.

Spotkaliśmy wspaniałych ludzi, pełnych uśmiechu, dla który ważne są tradycyjne wartości, kochają swoją rodzinę, z wielkim szacunkiem odnoszą się do swoich rodziców, wspierają swoje rodzeństwo bez granic i chociaż nie raz jest im ciężko i dużo trudniej niż nam, to nigdy się nie poddają.

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This