Navigation Menu
Moje gambijske menu

Moje gambijske menu

By on Gru 17, 2017 in Afryka, Gambia, Najbardziej to lubię jeść | 0 comments

Jedzenie… Kto nie lubi jeść?
Wydaje mi się, że próbowanie lokalnego jedzenia to nieodłączny element każdej podróży. Wiele mówi o zwyczajach, stylu życia, a nawet o uwarunkowaniach geograficznych danego kraju.

Gambia zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie pod tym względem. Oczywiście owoce, które jedliśmy codziennie były cudowne, bo wygrzane na słońcu: pyszne ananasy, papaje, moje ukochane arbuzy i kokosy do picia, banany, czy po prostu jabłka. Ale nie bardzo wiedziałam czego spodziewać się poza tym.

Na każdym rogu można kupić tu orzeszki ziemne, których Gambia jest chyba największym importerem na świecie. W każdym razie ich produkcja stanowi podporę gospodarki.

Jedzenie można kupić na targach lub na straganach przy drodze, świeże owoce, ryby, mięso,  które nie są przechowywane w specjalnych chłodniczych warunkach, więc muszą być świeże, potem już nikt ich nie kupi.

W lokalnych marketach można kupić wszystko, łącznie z mnóstwem towarów spożywczych z Wielkiej Brytanii, a nawet z Polski, z tym, ze ceny tam są dużo wyższe i raczej są przeznaczone dla turystów (w każdym razie jeśli czegoś zapomnicie z domu jak pasty do zębów, to nie ma strachu tę samą znajdziecie tutaj w sklepie).

Poza tym coca-cola – ta jak wiadomo jest wszędzie – tutaj bez problemu też znajdziecie i pepsi i colę, z tym, ze ta ostatnia jest także sprzedawana w oryginalnie pomalowanych sklepach.

Ja bardzo lubiłam kupić sobie kokosa do picia (30,- dalasi – na plaży 150,- dalasi) i bardzo zasmakowało mi lokalne piwo – JulBrew – bardzo zacna produkcja.

W restauracjach można kupić jedzenie bardzo europejskie – spaghetti, pizza, czy hamburgery. Śniadania w hotelach często są serwowane w stylu angielskim, czyli naleśniki, jajko sadzone, fasolka itp. W naszym było też sporo świeżych owoców – co dla mnie osobiście było najważniejsze.

Zdarzyło nam się dwa razy zjeść pizzę w tym samym miejscu w Lika’s Bar & Restaurant, Kololi, w pobliżu Palma Rima Hotel. Pyszna pizza i przemiła obsługa. Stawiamy na lokalne jedzenie, ale sami wiecie, ze pizzę od czasu do czasu trzeba zjeść 🙂

Drugim miejscem była budka z grillowanym kurczakiem afra, zlokalizowana  przy zjeździe z głównej drogi do Hotelu Palm Beach. GE-NIAL-NE!!! Kurczak (jak widać na zdjęciach) był grillowany na drewnie, co nadawało mu niesamowity aromat. Do tego był podawany pikantny sos, na bazie gorczycy. Być może nasz Sanepid nie dopuściłby tego miejsca, ale można by to jeść codziennie i nigdy nie mieć dość!

W lokalnych piekarniach można kupić do kurczaka afra pyszne pieczywo – bagietki.

Ciekawostka: zarówno wiele restauracji, punktów z jedzeniem, jak i piekarnie są często otwarte 24/7.

Ale najbardziej zaskoczyły nas lokalne potrawy – benechin, yassa i domoda.

Benechin miałyśmy okazję zjeść u lokalnej rodziny z Wellingary. Najbardziej zaskoczył mnie sposób gotowania ryżu do tej potrawy (do potraw używany jest tutaj głównie ryż i kuskus), na dużym palenisku, w kuchni na zewnątrz domu, ustawiony był duży gar z gotującą się wodą, na nim ustawione sito z ryżem, które było mocno uszczelnione ścierkami, tak aby cała para była skierowana na ryż, który został ugotowany perfekcyjnie!

Minimum godzinę wcześniej, a najlepiej całą noc, trzeba zamarynować mięso lub rybę (zależy z czym przygotowujemy danie) – marynata powstaje z oliwy, octu winnego, do tego kroi się cebulę, dodaje musztardę, liście laurowe oraz chilli (tutaj żółte, ale za to piekielnie ostre), mogą być też inne warzywa, np. pokrojona w małe kawałki marchew. Następnie mięso lub rybę się grilluje, my mieliśmy przyjemność zjeść danie z rybą. Kiedy ryż jest gotowy – miesza się go z marynatą i resztą zamarynowanych warzyw. A oprócz ryby gotuje się także inne warzywa – bakłażany, maniok, bataty, które razem z rybą układa się w dużych naczyniach na ryżu.

Na koniec na wierzchu układa się obok ryby świeże warzywa – pomidory i ogórki.

Co jest najfajniejsze tutaj wszyscy jedzą razem ze wspólnej miski, rękoma. Rodzina wspólnie zasiada, często na ziemi i wspólnie spożywa posiłek.

Domoda to kolejna genialna potrawa, tym razem sprawdzona w wersji z kurczakiem.

Jak już wspominałam 95% Gambijczyków to muzułmanie, w restauracjach raczej nie dostaniemy wieprzowiny, chociaż można ją kupić w specjalnych sklepach. Gambijczycy jedzą głównie – kurczaki, wołowinę, jagnięcinę i kozinę.

Domoda to coś na kształt gulaszu z rybą lub kurczakiem, w pysznym sosie z orzeszków ziemnych oraz dodatków – cytryn, dyni, wody i pomidorów. Palce lizać!

Yassa, jest w sumie bardzo zbliżona do benechin. Co mnie bardzo zaciekawiło, to nasi gospodarze do tej potrawy podali i ryby słodkowodne i słonowodne, ale kombinacja ryżu z marynowanym sosem, warzyw i ryb, była ponownie genialna.

Bardzo smakował mi napój podany do obiadu czyli „lokalny czerwony sok” – wonjo. Okazało się, że to gotowany hibiskus, następnie odcedzany i chłodzony, podawany z kostkami lodu – polecam na upały.

Na plaży można skorzystać przede wszystkim z tego co oferują fruit ladies – czyli przepysznych owoców, które nam podadzą świeże, na ogromnym talerzu, soczyste i wygrzane na słońcu – tego nigdy nie warto sobie odmawiać. A co najlepsze można sobie miło pogawędzić z paniami, które je przygotowują – są wspaniałe!

Jedno jest pewne – próbujcie lokalnego jedzenia! Może Was niesamowicie zaskoczyć! Gambijskie jedzenie jest przepyszne, i jest kolejnym powodem dlaczego chciałabym tam wrócić 🙂

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This