Navigation Menu
Ha Long Bay

Ha Long Bay

By on Sty 21, 2018 in Azja, Wietnam | 0 comments

Przed wyjazdem do Wietnamu słyszałam wiele o tym miejscu: pięknie, wspaniale, warto lub nie jedź tam, tylko tłumy turystów. Ale jednak trzeba sprawdzić samemu, tym bardziej, ze Ha Long Bay zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1994 roku.

Na obszarze 1500 km2 rozsianych jest około 1600 wysepek, bardzo charakterystycznych, tworzących wprost niesamowity krajobraz.

Ha Long Bay zwana jest inaczej „Zatoką Zstępującego Smoka”, ale dlaczego wyjaśnię w dalszej części.

 

Pobyt w Hanoi zaplanowaliśmy na 3 dni, z czego jeden został poświęcony na wizytę w zatoce.

Oczywiście do zatoki można jechać na własną rękę, ale ze względu na ograniczony czas, zdecydowaliśmy się wykupić jednodniowy rejs. Oferty są przeróżne nawet do kilkudniowych, i na pewno można w trakcie takiej wycieczki odpocząć, ale jak dla mnie pod warunkiem, ze spędzacie w Wietnamie miesiąc. Zatoka Ha Long Bay zachwyca, ale 1 dzień jak dla mnie wystarczył.

Ceny wycieczek są bardzo różne:

  • jednodniowe to wydatek ok. 35 – 55$
  • są też dwu i trzy-dniowe, z noclegiem na całkiem luksusowym statku.

Porównując oferty wybraliśmy wycieczkę za 38$, która zawierała:

  • transport w dwie strony,
  • 4-godzinny rejs statkiem,
  • lunch,
  • godzinę na kajakach,
  • oraz zwiedzanie jaskini.

Z Hanoi do Ha Long Bay jest 180km  – wyjazd był spod hostelu o godzinie 08:00 i powrót ok. 20:00.

No wreszcie mieliśmy okazję poczuć się jak prawdziwi turyści. Nasza wycieczka była międzynarodowa: Kanadyjczycy, Brytyjczyk, Filipińczycy, Hinduska, Japończyk, Tajowie, Austriacy i my 🙂

Dojazd na przystań skąd odpływają statki wycieczkowe wgłąb zatoki zajął nam około 3 godzin, można było podziwiać krajobrazy lub jeszcze trochę pospać.

Po przybyciu na miejsce, nasz pilot rozdał nam bilety na statek i ruszyliśmy.

Zatoka, jak dla mnie, po prostu powala swoją urodą. Jest niesamowita. Niemalże od razu po wypłynięciu zaczynają się pojawiać wyrastające z wody garby skał pokrytych bujną roślinnością. Dosłownie nie można się napatrzeć…

Skąd nazwa „Zatoka Zstępującego Smoka”? Oczywiście z nazwą tą wiąże się legenda.

Tysiąc lat temu Wietnam, jako nowy kraj, ciągle musiał walczyć z najeźdźcami z północy. Niezadowolony z takiej sytuacji Nefrytowy Cesarz –  Ngoc Hoang Thuong De rządzący światem nieba, wysłał na ziemię Matkę Smoków oraz jej dzieci, aby pomogły Wietnamczykom zakończyć ciągłe walki.

Akurat kiedy większość armii wietnamskiej brała udział w walkach na lądzie, a marynarka wojenna bardzo cierpiała po ostatnich bitwach, zjawiła się rodzina smoków. Zaatakowała najeźdźców ogniem oraz wypluwając w ich stronę szmaragdy, spopieliły wroga, a szmaragdy wpadając do wody zamieniły się w skały. W Wietnamie wreszcie zapanował spokój.

Następnie Matka Smoków i jej dzieci postanowili żyć w świecie śmiertelników pod postaciami ludzi, aby strzec i wspierać Wietnamczyków w ich codziennym życiu. Ta legenda wyjaśnia też dlaczego w mitach Wietnamczycy są wskazywani jako potomkowie smoków i wróżek.

Klucząc pomiędzy wyspami i podziwiając widoki, dopłynęliśmy do przystani, przy której cumowały już statki. Muszę dodać, ze statki nie wyruszały jakoś specjalnie wypełnione, można było ze spokojem robić zdjęcia i miejsc było na prawdę dużo.

Okazało się, że właśnie w tym miejscu można skorzystać z kajaków. I to była super sprawa, chociaż sam kajak, a raczej jego rozwalony dziób nie napawał mnie w pierwszej chwili optymizmem. Mieliśmy okazję około godziny podziwiać widoki, kręcąc się po zakamarkach zatoki, zaglądając w ukryte w skałach zatoki.

Na koniec czekała nas wizyta w jaskini, która została odkryta całkiem niedawno i zupełnie przypadkiem przez jednego z rybaków. Ogromna jaskinia – Dong Thien Cung – podświetlona w środku tysiącami kolorów, daje tylko nikłe wyobrażenie o tym, co może znajdować się na pozostałych wysepkach.

Nasz rejs dobiegł końca i czas na drogę powrotną do Hanoi. Okazało się, ze to ma być jedno z najbardziej hardcorowych wspomnień. Lepiej drogę powrotną przespać, niż patrzeć jak kierowca raz po raz jedzie „na czołówkę”, raz wyprzedza z lewej, a zaraz potem z prawej strony.

Uff… o 20:00 lądujemy pod naszym guesthousem i idziemy na kolację do ulubionej knajpki w pobliżu. To był zdecydowanie dzień pełen wrażeń.

Podsumowując: na pewno warto zobaczyć Ha Long Bay i spędzić na wodzie chociaż jeden relaksujący dzień.

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This