Navigation Menu
Dziwaczny świat – Dalat

Dziwaczny świat – Dalat

By on Lut 11, 2018 in Azja, Wietnam | 0 comments

Na kolejny przystanek w podróży wybraliśmy Dalat. Miasto to w XIX wieku zostało zarekomendowane jako uzdrowisko, położone w górach dawało przyjemną odmianę od gorąca panującego nad morzem. Na początku wieku XX stało się chętnie odwiedzanym letniskiem.

***

Z HoiAn mieliśmy to ok. 625 kilometrów, co ponownie oznaczało całą noc w autobusie. O godzinie 5 rano wylądowaliśmy w Nah Trang i utwierdziliśmy się w przekonaniu, że ominięcie tego wczasowiska było dobrą decyzją (plażowanie zrobimy w okolicach MuiNe). O 7:30 przyjechał niewielki bus, który zabrał nas do Dalat. Pokonaliśmy kolejne 150 kilometrów i już o 13:00 byliśmy na miejscu.

Czas podziwiać Dalat.

Miasteczko jest śliczne i jakieś takie… kiczowate 🙂
Dookoła niewysokie góry, w centrum sztuczne jezioro, po którym można przepłynąć się rowerem wodnym w kształcie łabędzia a potem wsiąść do dorożki, która przypomina różową dynię. Ale mimo wszystko jest w tym jakiś dziwaczny urok.

Pospacerowaliśmy uliczkami, odnajdując świetną kawiarnie z pyszną kawą i jeszcze lepszym sernikiem na kruchym, karmelowym spodzie i z malinową konfiturą (Married Beans – 06 Nguyen Van Troi Street, Ward 1, Da Lat)

Pod wieczór skierowaliśmy się na centralny plac miasta, gdzie w pobliżu targowiska i fontanny odbywał się istny festiwal jedzenia. Tysiące restauracyjek i małych kramików, wózków z różnymi smakołykami – prawdziwy raj na ziemi.

Po dobrze przespanej nocy można było wyruszyć na intensywniejsze zwiedzanie miasta i okolic

Pierwsze kroki skierowaliśmy do Ogrodów Kwiatowych (Dalat Flower Park –2 Phu Dong Thien Vuong St, Da Lat). Poszliśmy na pieszo, drogą prowadzącą wzdłuż jeziora ok. 3 kilometrów.
Niestety park nas nie zachwycił, chociaż niektóre kwiaty były przepiękne. Na zdjęciach wypadł dużo lepiej niż w rzeczywistości.

Wstęp płatny – 30 000 dongów czyli ok. 4,50 zł

Kolejna z atrakcji zapowiadała się genialnie – kolejka linowa Dalat, którą jedzie się ponad górami i wioskami do klasztoru i ogromnego posągu Buddy.
Było około południa i zrobiło się dosyć gorąco, żeby dostać się do stacji kolejki musieliśmy przejść na drugi koniec miasta. Niestety, kiedy już tam dotarliśmy, okazało się, ze kolejka nie kursuje i zupełnie nie wiadomo dlaczego.

Okolica jest tak piękna, że było nam ogromnie żal, że nie możemy skorzystać z kolejki i podziwiać z lotu ptaka malowniczych krajobrazów.

Niestety to już drugi niewypał tego dnia.

 

No dobrze – trzecie podejście do atrakcji Dalat – Crazy House.

Pensjonat, hotel, dom z horrorów? Ciężko skategoryzować to miejsce. Bilet wstępu kosztuje 40 000 dongów czyli 6,00 zł. Nie wiem czy miał w jakiś sposób nawiązywać do budowli Gaudiego, w każdym razie wyszedł z tego koszmar architekta.
Podobno właścicielką i projektantką tego cudacznego pensjonatu jest córka wysoko postawionego funkcjonariusza Partii.

Generalnie trzecia porażka tego samego dnia 🙂

Wieczorem ponownie gościliśmy na nocnym targu, pełnym smakołyków i próbowaliśmy pizzy Dalat (!) dziwaczne to danie, ale całkiem smaczne. Opowiem o nim i pokażę dokładnie w poście dotyczącym jedzenia w Wietnamie.

***

Dziwne to Dalat… Okropne i nic w nim ciekawego, ale jednak nie żałuję ani chwili, ze tu byliśmy.

Już następnego dnia będziemy plażować w MuiNe!

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This