Navigation Menu
Nie samym Pho człowiek żyje czyli Wietnam kulinarnie cz. 2 i ostatnia

Nie samym Pho człowiek żyje czyli Wietnam kulinarnie cz. 2 i ostatnia

By on Mar 25, 2018 in Azja, Najbardziej to lubię jeść, Wietnam | 0 comments

To już ostatni post o wyprawie do Wietnamu i będzie w nim jeszcze więcej jedzenia. Powiem szczerze, że bardzo chętnie wrócę do Wietnamu tylko po to żeby plażować i najeść się do syta i na zapas owoców morza, które są tutaj niesamowite. Tęsknię też  za pysznymi owocowymi sokami i sałatkami…

Dzisiaj zaczynamy od Dalat, położonego w głębi lądu, w środkowym Wietnamie, w górach, miasta, które, jak już pisałam, ma wiele dziwacznych atrakcji, ale przede wszystkim niesamowity targ nocny z jedzeniem.

  1. DALAT

W Dalat jedzenie będzie do Was wołać cały czas: z knajpek, z bazaru, no i z nocnego targu. Mimo, że nie jest położone nad morzem to wybór ryb i owoców morza może przyprawić o zawrót głowy. I możemy być pewni że codziennie są świeże, przywożone prosto z porannych połowów.

Moje top 3 smaków Dalat to:

  • kawa i sernik – i to konkretny sernik podawany w palarni kawy Married Beans – na kruchym spodzie, polany malinowym sosem, po prostu miód,
  • pizza Dalat – śmieszne danie, na placku z ryżowego ciasta, który jest opiekany na miniaturowym grillu, dokłada się jajko, przyprawy (w tym obowiązkowe chilli), czasem parówkę, posypuje szczypiorkiem cały czas grillując, a na koniec zawija się jak naleśnik i gotowe – pizza Dalat! Zajrzyjcie tutaj żeby zobaczyć jak się robi taką pizzę,
  • owoce morza – na kilogramy – krewetki, małże, ślimaki, przegrzebki, ostrygi – przygotowywane na miejscu, czasem klasycznie, czasem z egzotycznymi dodatkami.

Miejsca, które z czystym sumieniem mogę polecić w Dalat:

  • Married Beans, 06 Nguyen Van Troi St., Phuong1, Dalat – kawiarnia palarni kaw o tej samej nazwie, stylowe miejsce, pyszna kawa (jak zdecydowanie w większości miejsc w Wietnamie) no i ten wspomniany sernik, na kruchym spodzie, z malinową polewą – cudo 🙂 jeślii chcecie więcej poczytać o kawie, zajrzyjcie tutaj,
  • 13 Cafe-Bar, 13Tong Bat Ho, Phuong1, Dalat – fajne miejsce na smaczny obiad z zadaszonym tarasem, klimatycznie i smacznie,
  • Targ Nocny – absolutnie „must see” i „must eat”, różności, Dalat Pizza i owoce morza, ryby i słodkości z ryżu, na pewno nie dacie spróbować wszystkiego, ale można też nasycić oczy

W Dalat zachwycałam się głównie street foodem, poza targiem nie zaglądaliśmy do sklepów. Na targu można było wybierać spośród niesamowitych ilości suszonych owoców, kawy i herbaty.

Rewelacyjne okazało się także Pho Bo w jednej z ulicznych knajpek – najbardziej sycące śniadanie i energia na cały dzień. Lokalne maleńkie knajpki z przysmakami znajdziecie w centrum praktycznie przy każdej ulicy.

2. MUI NE – PHAN THIET

Miejscowość wypoczynkowa, położona nad Morzem Południowochińskim, co oczywiście skutkuje jeszcze większą dostępnością świeżych ryb i wspaniałych owoców morza. Wzdłuż głównej ulicy ciągną się restauracje na świeżym powietrzu, w których można zjeść wszystko, ale jednak większość wybiera z ogromnych akwariów, muszle lub ryby, które kucharz od razu przyrządzi.

Tak wygląda raj na ziemi…

Moje ulubione dania w Phan Thiet to:

  • grillowane przegrzebki z sosem limonkowym z chili oraz orzeszkami ziemnymi i szczypiorkiem
  • grillowana barrakuda

Miejsca, które odwiedzaliśmy w Phan Thiet:

  • Bo-Ke, 126 Nguyen, Dinh Chieu, Hom Tien – restauracja na świeżym powietrzu z rybami i owocami morza położona blisko wioski rybackiej; wszystkie świeże w basenach, ryby można kupować na porcje, a wszystkie muszle i muszelki na kilogramy, jest bardzo tanio,
  • Vietnam Kiteboarding School – tu jedliśmy w czasie plażowania, fajnie miejsce prowadzone przez szkołę kitesurfingu, żeby dowiedzieć się więcej o szkole zajrzyj tutaj.

3. HO CHI MINH – SAJGON

Swoją podróż zaczęliśmy i zakończyliśmy w Sajgonie, najbardziej kosmopolitycznym mieście Wietnamu. Pełnym różnorodnych restauracji i ulicznych barów, dostosowanych na każdą kieszeń.

Jednak to nie te restauracje mnie znokautowały, ale uliczna sprzedawczyni owoców… Tak. Ponieważ podczas całej podróży, codziennie kupowałam owoce, bo były pyszne, soczyste i słodkie, wygrzane w słońcu, nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności w Sajgonie. Przez dłuższy czas nie widziałam żadnego sprzedawcy owoców (często jeżdżą takimi wózkami połączonymi z rowerem), więc kiedy w końcu zobaczyłam pobiegłam kupić soczyste mango jak na skrzydłach.

Duży kubek obranego i pokrojonego na kawałki mango kosztował, jak zwykle, 1$. Pani pokroiła, a potem coś dolała, czymś posypała, wymieszała i podała mi z wykałaczką. Pierwszy kęs i zaniemówiłam. Czułam, ze coś pali mi gardło i chyba na zawsze tracę głos. Okazało się, że mango zostało doprawione sosem chili oraz gruboziarnistą solą… Po połowie opakowania zaczęło mi nawet smakować 😉

 

Najlepsze smaki Sajgonu dla mnie to:

  • ponownie Bun Cha – to danie odtwarzałam nawet w domu, i wyszło dobrze, ale nie aż tak; przypominam że to bulion z grillowanymi klopsikami z wieprzowiny, ziołami, makaronem ryżowym, chili;
  • zupa Pho! – po raz pierwszy zjadłam ją po przyjeździe do Sajgonu – zupa w wołowiną lub kurczakiem, makaronem ryżowym, limonką, ziołami i chili, często jadana na śniadanie;
  • słodkości – na przykład owocowe sushi z sosem czekoladowym <3

W Sajgonie można odwiedzić:

  • Bun Cha, 145 Bui Vien, Ho Chi Minh – maleńka restauracja przed która zawsze jest kolejka, wariacje na temat tradycyjnego jedzenia – Bun Cha, desery – owocowe sushi czy smażone banany z czekoladowym sosem – POLECAM!
  • TOGO COFFEE, 8 Nguyen Trai, Phuong, Pham Ngu Lao, Quan1, Ho Chi Minh – takich miejsc jest zapewne więcej, ale tu serwują dobrą kawę, super koktajle owocowe i lodowe;
  • Pho Quynh, 323 Phan Ngu Lao, Quan1, Ho Chi Minh – niewielka knajpka serwująca zupę Pho od wczesnego rana, tutaj przychodziliśmy na śniadanie, dodatkowy atut dla mnie to świeże kokosy w menu!

Podsumowując w Ho Chi Minh można znaleźć oprócz prostych potraw i streetfoodu, restauracje serwujące potrawy wyszukane, albo te serwujące wszystko na zachodnią modłę, dużo tutaj pubów w których można oglądać różne zawody sportowe, popijając piwo czy też skorzystać z McDonalda czy innych sieciówek.

Można się też naciąć, nie znając wietnamskiego zamówić coś co przypuszczasz, ze będzie kurczakiem i jest – grillowanymi łapkami. Popatrzeć można – najeść się nie bardzo.

Oczywiście był również targ z rozmaitościami między innymi „kopi luwak” czyli specjalną kawą, której ziarna są zjadane przez zwierzątko trochę podobne do kota zwane cywetą, a następnie wydalane w prawie niezmienionej postaci, następnie ziarna wybiera się z odchodów zwierzątka. Kawa ta ma mieć delikatniejszy smak, można też odwiedzać plantacje tej specjalnej kawy. Niestety jest to atrakcja dość kontrowersyjna. Kiedy zwierzęta te żyły na wolności, a kawy było niewiele i zbieranej w naturalnych warunkach nie było problemu. Obecnie zwierzęta przetrzymywane w klatkach są zmuszane do „wyprodukowania” określonych ilości kawy – czyli męczone dla uciechy człowieka. Zdecydowanie dużo jest dobrych kaw na świecie, nie trzeba pić akurat takiej.

Podkreślałam to wielokrotnie – jedzenie w Wietnamie jest przepyszne i każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Łukasz, dziękuję za tę 3-tygodniową podróż po Wietnamie i Kambodży – było super! 🙂 Dzięki Tobie mam też ogromną ilość zdjęć i trochę filmów, które tutaj zamieszczałam – wspomnienia bezcenne!

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This