Navigation Menu
Noc pod gwiazdami i Turkusowa Bogini

Noc pod gwiazdami i Turkusowa Bogini

By on Lis 25, 2018 in Azja, Nepal | 0 comments

W końcu mam czas na to, żeby wrócić wspomnieniami do roku 2014 – do wspomnień z najważniejszej dotychczas dla mnie podróży, do Nepalu. W zasadzie, dzięki tej właśnie wyprawie, powstał mój blog.

 

NAMCHE BAZAR (3440)

Do Namche Bazar dotarliśmy, kiedy już zapadał zmierzch, około 17:45. oczywiście rozpoczęliśmy od szukania noclegu, który byłby w przyzwoitej cenie. Tymczasem nocleg znalazł nas – zaczepiła nas Pani z pytaniem czy mamy gdzie spać i zabrała do swojego Guest House.

Na miejscu okazało się, ze warunki są bardzo dobre, ale niestety mają same 2-osobowe pokoje, a my trzymaliśmy się wersji, ze chcemy mieć jeden pokój, dla 4 osób. Pani zaproponowała nam… „monastery room”. Okey, cokolwiek miało to znaczyć 🙂 Był to buddyjski pokój modlitewny, jedynym warunkiem było opuszczenie go do godziny 8:00, ponieważ o tej godzinie rozpoczynała się modlitwa.

Następnie zjedliśmy porządny posiłek i poszliśmy pozwiedzać miasteczko oraz zrobić drobne zakupy.

Następnego dnia mieliśmy dzień wolny!!! Czyli odpoczynek i aklimatyzacja. W planie było jedynie wyjście na punkt widokowy, a później przygotowanie do dalszej drogi.

 

 

Po śniadaniu udaliśmy się na punkt widokowy – stąd już pierwszy raz widać Mt. Everest, Lhotse, Ama Dablam – panorama jest niesamowita. Podejście było krótkie, ale mnie cały czas „zatyka”, podobno ma być lepiej i szczerze mówiąc mam nadzieję, że to prawda, bo nie czuję się zbyt komfortowo.

Później mieliśmy czas na pranie i spacer do miasteczka. Namche jest niewielkie, ale można kupić tu wszystko, także sprzęt i odzież niezbędny w górach (ten oryginalny i ten niekoniecznie oryginalny). Ceny są dość wysokie, ale można w niektórych miejscach płacić także kartą. Niestety byłam zmuszona zakupić sobie zgubione, ciepłe rękawice.

W perspektywie było jeszcze dobre jedzenie oraz kąpiel w normalnej łazience z ciepłą wodą 🙂 jednym słowem, kolejny, wspaniały dzień!

 

NAMCHE BAZAR (3440) – KHUMJUNG (3790) – DOLE (4110)

Następnego dnia, w sobotę (04.10.2014) ruszyliśmy w kierunku miejscowości Dole, w której planowaliśmy kolejny nocleg. Najpierw doszliśmy do punktu widokowego, na którym byliśmy poprzedniego dnia, faktycznie teraz już szło mi się o wiele lepiej, organizm po prostu potrzebuje czasu na aklimatyzację.

Dookoła jest coraz mniej roślinności, wydawało mi się, że w związku z tym krajobraz będzie trochę nudny, a tymczasem jest coraz piękniej.

Droga nie była trudna ani bardzo męcząca, tak doszliśmy do Khumjung i wtedy już ukazały się widoki po prostu niesamowite. Z chmur, wyłonił się nagle szczyt na Ama Dablam, który wyglądał jak otoczony mleczną chmurką. Zdecydowaliśmy się na lunch w tym miejscu, obok nas siedział buddyjski mnich, który recytował mantry – niesamowite wrażenie.

Po lunchu, droga stała się jeszcze bardziej malownicza: niewielkie wodospady, mieniące się kolorami drzewa, chociaż zrobiło się trochę chłodno i mgliście.

Po pewnym czasie, chociaż wydawało mi się, że już nigdy nie dojdziemy do celu, okazało się, że jesteśmy w Dole. Były tam tylko dwie lodge, od razu wyszła do nas sympatyczna pani i zaprosiła do środka. Zrobiła ciepłej herbaty, potem zamówiliśmy jedzenie i znowu była możliwość wzięcia prysznica. Tyle tylko, ze tym razem była to budka na świeżym powietrzu, a ciepła woda leciała z… miski. No ale najważniejsze, ze była taka możliwość.

Nie wiem czy jest to w pełni zrozumiałe, ale temperatura, utrzymuje się w okolicach 0 stopni, w lodgach, w których śpimy nie ma ogrzewania, tylko w jadalniach, jest ogrzewanie w postaci piecyka, w którym pali się kartonami i drewnem, a tam gdzie nie ma już drewna, suszonymi „plackami” z odchodów jaków.

DOLE (4110) – MACHERMO (4470)

Kolejny etap poszukiwania Turkusowej Bogini to droga Dole – Machermo, stosunkowo łatwy odcinek, niewielkie przewyższenie.

Wyruszyliśmy zaraz po śniadaniu, krajobrazy coraz bardziej niesamowite, coraz mniej roślin, ale jest przepięknie.

W Machermo poznajemy 3 Niemki ze Stuttgartu, które powiedziały nam, ze w sąsiedniej lodg’y można wziąć udział w wykładzie na temat choroby wysokościowej.

Wykłady takie prowadzą lekarze wolontariusze, którzy przyjeżdżają wspierać lokalnych tragarzy i przewodników, udzielać im pomocy, zbierają także fundusze na ich leczenie i odpowiedni ubiór. O tragarzach krążą legendy, że nie mają problemów z oddychaniem, że łatwiej adaptują się do niskich temperatur, ale to nie jest do końca prawda. Choroby dopadają także ich, w tym i wysokościowa, dlatego takie inicjatywy są bardzo ważne, odpowiednie wyposażenie i wiedza z zakresu postępowania przy chorobie wysokościowej ratują ludzkie życie.

Nie ma jednej rady, jak się uchronić przed chorobą wysokościową. Oczywiście, każdy zabiera ze sobą taki lek jak „Diuramid”, który może pomóc w aklimatyzacji, ale prawda jest taka, ze i po użyciu tego leku choroba może wystąpić, a wówczas pozostaje nam jedynie zejście w dół i z tym trzeba się liczyć. Też miałam ze sobą diuramid, ale nie było takiej potrzeby, żeby go użyć.

Dlatego trasę, trzeba planować rozsądnie: nie można wchodzić zbyt szybko, cała droga musi być oparta na wejściach i zejściach, tak, żeby stopniowo się aklimatyzować.

Nie jest prawdą, że jeśli mamy ubezpieczenie i zachorujemy to zaraz przyleci po nas helikopter. Nie w każdym miejscu może on wylądować. Przede wszystkim, trzeba zabrać ze sobą zdrowy rozsądek.

Przebywając dłuższy czas na dużej wysokości i tak wystąpią: problemy ze snem i jedzeniem, może pojawić się kaszel, ciężko będą się goiły rany. Wszystko to spowodowane jest małą ilością tlenu w powietrzu.

W punkcie medycznym można także, za drobną opłatą, która jest przekazywana na fundację pomocy tragarzom, zmierzyć sobie poziom wychwytu tlenu z rozrzedzonego powietrza.

 

MACHERMO (4470) – GOKYO (4750)

Bez wahania mogę powiedzieć, że ten odcinek drogi jest najpiękniejszym miejscem jakie widziałam do tej pory. Nie ma już drzew, tylko góry, kamienie, śnieg i turkusowe jeziora (Jeziora Gokyo). Widzieliśmy zaledwie kilka z 19 Jezior Gokyo, które położone są na wysokości od 4710 m n.p.m. do 4950 m n.p.m., co czyni je najwyżej położonym zespołem jezior na świecie.

Turkusowe jeziora pokazują, że Bogini musi być już w miarę blisko. 😉

Wejście do miejscowości jest przepiękne, jest ona położona, bezpośrednio nad jednym z jezior. Praktycznie wszystkie budynki w tej miejscowości to guest housy dla turystów. Mieszkańcy w okresie zimy przenoszą się do niżej położonych miejscowości m.in. Namche Bazar.

Wybraliśmy miejsce na nocleg, wreszcie na zdjęciu możecie zobaczyć jak pokoje guest housów (czy też lodgy, jak je nazywają) wyglądają w środku. Proste łóżka, trzeba mieć swój śpiwór, nieogrzewane, często nie ma elektryczności, a więc czołówka jest niezbędna.

Już po zmroku poszliśmy się przejść i popatrzeć na milion gwiazd na niebie pod którym będziemy dzisiaj spać, i na Turkusową Boginię, już ją widać. 🙂

GOKYO (4750)

Wtorek (07.10.2014), to kolejny wolny dzień w czasie naszej wędrówki. Odpoczniemy, zrobimy krótki spacer.

Przed nami widać – Turkusową Boginię, po tybetańsku to Cho Oyu, szósty ośmiotysięcznik świata – 8201 m n.p.m., spoglądała na nas znad swoich turkusowych jezior. Poszliśmy w jej kierunku zatrzymując się przy jeziorach: Thonak Tsho, Ngozumba Thso i Gyazumba Tsho.

Podziwialiśmy widoki, było dość chłodno i nagle nad Lodowcem Gaunara, zaczęły pojawiać się chmury, mgła, które bardzo szybko pędziły w naszym kierunku, trzeba było szybko wracać, bo za moment nie byłoby nic widać.

Robiło się coraz zimniej, wiatr towarzyszył nam cały czas. Marzyłam już tylko o herbacie, a droga ciągnęła się niemiłosiernie, nawet nie zdawałam sobie sprawy, ze tak daleko odeszliśmy. Bogini pokazała nam magię.

KILKA UWAG PRAKTYCZNYCH NA KONIEC

Namche Bazar – Dole – przejście ok. 6h
Dole – Machermo – przejście ok. 3h
Machermo – Gokyo – przejście ok. 4h

Przykładowe ceny w schroniskach:

  • internet – 500 RS/godzina (ok. 17,00 zł)
  • kawa – 100 RS/kubek, 500 RS/dzbanek
  • herbata – 70 RS/kubek, 400 RS/dzbanek

Droga w kierunku Cho Oyu jest przepiękna, surowa a jednocześnie bajkowa sceneria zachwyca. Dotarcie tutaj kosztowało dużo wysiłku, ale zdecydowanie warto. Polecam z całego serca!

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This