Navigation Menu
1 wdech, 2 kroki – Cho La Pass

1 wdech, 2 kroki – Cho La Pass

By on Gru 9, 2018 in Azja, Nepal, Świat | 0 comments

Wspominków z wyprawy do Nepalu ciąg dalszy. Dzisiaj przejście przełęczy ChoLa Pass i przejście w kierunku Gorak Shep.

GOKYO (4750 m) – DRAGNAG (4700 m)

08.10.2014  (środa) po śniadaniu było zaplanowane wyjście aklimatyzacyjne na Gokyo Ri (5357 m), a później przejście na nocleg w pobliżu przełęczy Cho La Pass. Ponieważ nie czułam się zbyt dobrze, cały czas męczył mnie kaszel i wciąż odczuwałam zmęczenie, zdecydowałam, ze przyda mi się jeszcze odpoczynek i zrezygnowałam z wejścia. Jak później miało się okazać, nie była to dobra decyzja. Mam takie uczucie, ze potrzebowałam dodatkowego dnia w Namche Baza i teraz tutaj w Gokyo. No, ale…

W południe wyszliśmy w kierunku Dragnag (4700m). Zaplanowana droga była łatwa i przyjemna, jedynie przejście lodowca Ngozumpa w poprzek, na drugą stronę.

W dalszym ciągu krajobrazy przyprawiają o kołatanie serca, jest niesamowicie.

Na samym lodowcu panuje cisza, czasem pojawiają się zwierzęta, ptaki lub niewielkie futerkowe, ale zielonego pojęcia nie mam co to jest. Ciszę od czasu do czasu przerywa huk obrywającego się lodu. Należy uważać na szczeliny – istnieje ryzyko, że można w taką wpaść, a nie wiemy co kryje się pod spodem. Może podziemna rzeka? Która potem „wypluje” nieuważnego kilka kilometrów dalej.

Chłonę krajobraz.

Już 20 dni jesteśmy w drodze. Przychodzą takie momenty, kiedy się zaczyna trochę tęsknić za domem, a z drugiej strony bardzo się przekonuję, że lubię być sama ze sobą (oczywiście na tyle, ile to możliwe).

Jest zimno. Podjęłam męską decyzję, ze nie będę się myć, tylko zęby. Oczywiście można kupić ciepły prysznic, ale po wyjściu z niego nadal jest zimno, więc trzeba dobrze się zastanowić. Kolejny dzień, czyli przejście Cho La Pass będzie trudny.

Rano, przy myciu zębów, zrobiłam telefonem fajne zdjęcie – zobaczcie: z jednej strony wschodzi słońce, z drugiej chowa się księżyc. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, ze stąd gdzie jestem, nie ma łatwego powrotu – w jedną i drugą stronę mam tyle samo do przejścia.

DRAGNAG (4700 m) – CHO LA PASS (5420 m) – DZONGHLA (4830 m)

 

Wyjście planowaliśmy na godzinę 9:00, ale po sprawdzeniu prognozy pogody, okazało się, ze może być wietrznie, a to na pewno opóźniło by marsz, więc zdecydowaliśmy się ruszyć o 07:00. Rety jak ja nie cierpię rano wstawać!

 

Przed nami były 4h podejścia, a ja oddech straciłam już na początku. Do małej przełęczy jakoś się doczłapałam, podejście odbywa się cały czas w cieniu, jest zimno, faktycznie wieje, jest trochę śniegu i oblodzenia. Robię dwa kroki na wdech – Olo twierdzi, ze to nieźle, chyba, ze drwi, a ja jestem w takim stresie, ze nawet tego nie ogarniam.

 

Olo pomógł mi też nieść plecak, dochodzimy na przełęcz, a tu widok jest po prostu nieziemski, na szczycie przełęczy zawiązane są tybetańskie flagi modlitewne, dookoła śnieg i monumentalne góry. Warto było się męczyć, chociaż dopiero co zastanawiałam się: po co mi to wszystko?!?

 

Po przejściu przełęczy, do przejścia został nam już krótszy odcinek drogi, częściowo w śniegu, ale łatwiejszy, bo schodzimy z wysokości w kierunku Dzonghli (4830m).

 

Na miejscu wreszcie biorę prysznic, mimo tego, że nadal jest zimno. Na jednym ze zdjęć zobaczycie niebieską metalową budkę. Akurat w Dzonghli tak wyglądał prysznic, super, bo nowoczesny, gazowy. Po wejściu do takiej nieogrzewanej budki, trzeba było się szybko rozebrać, zastukać w ścianę i wtedy włączano gorącą wodę na całe… 8 minut.

 

Tybetańskie flagi modlitewne

Historia buddyjskich tybetańskich flag modlitewnych zaczyna się ok. 10.000 lat temu jeszcze w przedbuddyjskim Tybecie.

 

 

 

W owym czasie uzdrowiciele tradycji Bon używali odpowiednio uporządkowanych kolorowy skrawków materiału do przywracania witalności swoim pacjentom. Choć wczesne „flagi” z reguły nie były pokryte żadnym pismem, o tyle nanoszono na nie pojedyncze symbole mocy oraz posługiwano się nimi przy pomocy mentalnych formuł magicznych. Należy zaznaczyć, że samo słowo Bonpo oznacza „tego co recytuje magiczne formuły”.

 

Przez tysiąclecia kolory flag oraz ich porządek nie uległ zmianie. Symbolizują one żywioły, które budują nasze ciało, i których harmonia jest niezbędnym warunkiem zdrowia cielesnego, emocjonalnego, mentalnego i duchowego. Zaleca się otoczenie chorego sznurem flag modlitewnych w celu przyśpieszenia jego rekonwalescencji.

 

Ich kolory symbolizują:
Żółty – ziemię
Zielony – wodę
Czerwony – ogień
Biały – powietrze, wiatr, chmury
Niebieski – przestrzeń

 

Flagi z reguły łączą punkty położone na różnej wysokości, przy czym zawsze wznoszą się od żółtej do niebieskiej.

 

Częstym elementem flag są również cztery legendarne zwierzęta (garuda, tygrys, puma i smok). Reprezentują one aspekty osobowości, które należy rozwinąć w drodze do oświecenia, są to: świadomość, szerokie spojrzenie, pewność, radość, skromność oraz moc.

 

Często błędnie się interpretuje jakoby flagi modlitewne zanosiły prośby do Boga/Bogów. Ich główną funkcją jest uświęcenie przestrzeni, w której zostają umieszczone. Wiatr przy każdym dotknięciu flag zostaje oczyszczony i naenergetyzowany wibracjami mantr oraz inwokacji. Błogosławieństwo to jest przekazywane każdemu jestestwu na danym obszarze, a w konsekwencji całemu Światu – podobnie jak spadająca kropla deszczu przenika wszystkie oceany.
Z czasem flagi ulegają wystrzępieniu, płowieją. Nieustanie są zawieszane nowe zastępujące starą formę, która musi odejść. Koło życia toczy się nieprzerwanie.

 

Zgodnie z tradycją flagi najlepiej wznieść w słoneczny poranek w najwyższym punkcie przestrzeni, którą zamieszkujemy lub którą chcemy uświęcić. Pamiętajmy by czynić to dla dobra wszystkich istot żywych, a nie tylko dla naszego własnego. Praktyka ta jest przydatna dla uwolnienia się z więzienia własnego ego.

 

Flagi te są nośnikiem Boskiej energii, traktujmy je z należnym szacunkiem, zużyte należy spalić, nie wyrzucać – tak by ich moc przeniknęła całe Stworzenie.

 

Źródło: www.nepalshop.pl (po więcej zajrzyj tutaj)

DZONGHLA (4830 m) – GORAK SHEP (5140 m)

 

Z Dzonghli, następnego dnia (w sobotę 10.10.2014), ruszamy w kierunku Gorak Shep (5410 m), tam wreszcie będziemy mieli Mt. Everest dosłownie „na wyciągnięcie ręki”.

 

Początkowo rozważaliśmy nocleg w Lobuche, ale ponieważ dotarliśmy tam stosunkowo szybko – o zaledwie 2,5 h marszu, podjęliśmy decyzję, ze lepiej przenocować w Gorak Shep. Trasa Lobuche – Gorak Shep to ok. 3h.

 

Droga nie jest wymagająca, wznosi się delikatnie i powoli, jedyne o czym trzeba pamiętać, to, że jest po prostu zimno, no i wysokość robi swoje. Przebywanie przez dłuższy czas na wysokości powoduje różne reakcje organizmu. Po dojściu do Gorak Shep, w schronisku dowiedzieliśmy się, ze ktoś zmarł. Także serio, nie ma żartów. Jak już wspominałam wcześniej jedyny ratunek przed chorobą wysokościową to natychmiastowe zejście niżej.

 

Następnego dnia idziemy na Kala Pattar 5550 m!

TRASA:

Gokyo (4750 m) – Dragnag (4700 m) -3,5 h
Dragnag (4700 m) – Cho La Pass (5420 m) – Dzonghla (4830 m) – 8 h
Dzonghla (4830 m) – Gorak Shep (5140 m) – 6 h

Ten odcinek trasy sprawił mi trochę trudności, wymęczył, ale też pokazał, że lubię spędzać czas ze sobą, że warto starać się przekraczać swoje możliwości.

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This