Navigation Menu
Lecimy do Nepalu!

Lecimy do Nepalu!

By on Mar 23, 2016 in Azja, Nepal | 0 comments

Kilka miesięcy przed wylotem rozpoczęliśmy szukanie biletów lotniczych. Z pomocą przyszedł nam esky.pl (o którym pisałam tutaj). Oczywiście wiadomo było już, że na podróż chcemy przeznaczyć cały październik oraz kilka dni września. Ostatecznie zarezerwowaliśmy lot na 20 września 2014 z Paryża do Bombaju i następnie z Bombaju do Kathmandu, powrót, taką samą trasą, na 30 października, w cenie 2500 zł w obie strony, co jest cena przyzwoitą, ale zdarzają się jeszcze niższe. Oczywiście musieliśmy jeszcze dojechać do Paryża, ale to już nie był wielki problem. Zdecydowaliśmy się na przejazd autokarem, ze względu na duży bagaż, za który tanie linie lotnicze pobierają spore opłaty. Podróż do Paryża była bezproblemowa i wszystko odbyło się terminowo, co było o tyle ważne, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu, aby dostać się na lotnisko. Paryż powitał nas piękną pogodą. Zrobiliśmy sobie zdjęcie z Wieżą Eiffla, zjedliśmy polskie jabłko (pół mojego chrupnął pewien uroczy Francuz na zdjęciu poniżej 😉 ) i trzeba było już ruszać w dalszą drogę. Z Placu de la Concorde sprawnie dostaliśmy się metrem na lotnisko Charles de Gaulle (przydała się strona komunikacji miejskiej w Paryżu, gdzie wcześniej można sprawdzić trasy i ceny biletów – zajrzyj tutaj).
Na lotnisko pojechaliśmy metrem, bo jak wiadomo, komunikacja miejska w dużym mieście jest najszybsza. W drodze, naszła mnie taka refleksja, że w podróży nie będzie łatwo, bo niby starałam się zabrać jak najmniej rzeczy, ale i tak plecak wydawał mi się okropnie ciężki. Sprawnie się odprawiliśmy i zostały nam 2 godziny oczekiwania na lot – czas na kawę, telefony, smsy, który minął w oka mgnieniu i za chwilę już byliśmy w drodze do Bombaju.

Lot trwał troszkę powyżej 9 godzin. Chociaż nie lubię latać, to Airbus A330-200 linii Jet Airways okazał się wygodny, a ze względu na duży wybór filmów, nie można było się nudzić. Nie brakowało też muzyki i przy starcie towarzyszyła mi piosenka Coldplay „Sky full of stars”. W Bombaju mieliśmy około godziny na przesiadkę na samolot do Kathmandu i ponownie wszystko wyszło idealnie, bo byliśmy na czas i nie musieliśmy zbyt długo czekać. Kolejny lot trwał 2 godziny. I te kolejne 2 godziny minęły szybko. Po pierwsze, bo wyświetlane były filmy Bollywoodzkie, które jak się okazało bardzo wciągają, a po drugie oryginalne jedzenie. Jedzenie zupełnie inne, a to był tylko przedsmak tego co czekało na nas na miejscu.

Po lądowaniu, w Kathmandu, czekało nas jeszcze trochę formalności. Musieliśmy wypełnić wnioski wizowe i zaczekać w kolejce w celu ich wykupienia. Wiza na 30 dni kosztowała 40$. Zdecydowaliśmy, że wykupimy wizę na krótszy okres czasu, żeby nie przepłacać, i następnie przedłużymy ją w urzędzie w Kathmandu.

Na lotnisku czekał na nas Olo, który już od miesiąca podróżował po Indiach. Szybko znalazł dla nas taksówkę, do której wpakowaliśmy oprócz kierowcy 4 osoby i 3 wielkie plecaki – udało się (cenę taksówki najlepiej jest ustalić zanim do niej wsiądziemy – na początku usłyszymy kwoty zupełnie nieadekwatne, żeby wreszcie pojechać za ok. 300 – 400 NPR). Zmęczenie podróżą szybko odeszło. Wygrała ciekawość. Uliczny hałas, zupełnie inny od naszego, pędzące motory (najbardziej popularny środek transportu), auta, busy i wszędzie tłumy ludzi, po prostu ogromne miasto. Pojechaliśmy do turystycznego centrum miasta, na Thamel. Tutaj, przy  Pakanajol Road, znajdował się Friendship Hostel, który miał tę zdecydowaną zaletę, ze nocleg kosztował tu zaledwie 30 zł za dobę. No i był w samym turystycznym centrum, blisko Durbar Square.

Zgłodnieliśmy. Olo zaprowadził nas do super knajpki – Al Madina Halal Foods Gaa Hiti Road, blisko Dolphin Guest House, oczywiście na Thamelu. Genialny ser paneer w pikantnym sosie z chlebkami naan i już wiedziałam, że będzie to miejsce do którego będziemy wracać. Ale o jedzeniu w Kathmandu poświęcę osobny post. Po jedzeniu połaziliśmy jeszcze trochę zatłoczonymi ulicami i wróciliśmy do hostelu, kolejne dni miały być jeszcze bardziej emocjonujące.
Na koniec jeszcze garść informacji praktycznych Czas W stosunku do naszego czasu musimy dodać 5 godzin i 45 minut. Pieniądze W Nepalu obowiązuje rupia nepalska. 100 NPR = 3,55 zł. Na wymianę warto zabrać dolary. W Kathmandu nie ma problemu z bankami i bankomatami. Za wypłatę gotówki z bankomatu pobierana jest prowizja w wysokości 400 NPR. Pieniądze wymienialiśmy w kantorze, który naturalnie pobrał prowizję, ale kurs był dobry i wszyscy byli zadowoleni. Język Wszędzie można się porozumieć po angielsku, znają go dosłownie wszyscy. Wiza Pisałam o niej na początku posta. Wizę turystyczną kupujemy bez problemu na lotnisku, ale co jest ważne warto mieć ze sobą zdjęcia do wizy. Możemy wykupić ją na 30-, 60- lub 90-dni, ale można też ją przedłużyć w urzędzie w Kathmandu. Internet Internet jest wszędzie i często darmowy. W Kathmandu jest zatrzęsienie kafejek internetowych, ale prawie każdy bar i restauracja zachęcają klientów darmowym Wi-Fi, więc czas oczekiwania na jedzenie jest dobrym momentem na kontakty z domem. Religia W Nepalu obowiązuje hinduizm i buddyzm i często wzajemnie się przenikają. Powiedziano nam, ze nawet wiele osób wyznaje obie religie. Będąc w Nepalu, niezależnie od pory roku, na pewno traficie na jakieś święto, my trafiliśmy przynajmniej na 3 uroczystości, w tym Nowy Rok 🙂

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This