Navigation Menu
Co trzeba załatwić przed trekkingiem?

Co trzeba załatwić przed trekkingiem?

By on Kwi 29, 2016 in Azja, Mydło i powidło, Nepal, Różne | 2 comments

Zanim zacznę opowiadać o sprawach organizacyjnych przed trekkingiem, chciałabym Wam przypomnieć, że 25 kwietnia 2015 roku (jakieś 5 miesięcy po naszym powrocie z Nepalu), kraj ten nawiedziło tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi, o sile 7,8 w skali Richtera, a w ciągu doby wystąpiło 18 kolejnych wstrząsów wtórnych. Epicentrum znajdowało się pomiędzy Kathmandu a Pokharą.

Zginęło wiele ludzi, wiele osób zostało rannych, zniszczone zostały budynki mieszkalne i zabytki. 12 maja przyszło kolejne silne trzęsienie o sile 6,8 w skali Richtera. Nepal i jego mieszkańcy cały czas potrzebują pomocy. Jest wiele akcji które wspierają Nepalczyków, a jedną z nich Ej, odbudujmy Nepal do wzięcia udziału w której serdecznie zachęcam. Zachęcam do kupienia koszulek – cegiełek!

Ja już mam taką koszulkę 🙂

Ej, odbudujmy Nepal

Cztery pierwsze dni pobytu zarezerwowaliśmy na załatwianie dokumentów podróży czyli pozwoleń na wyjście w góry i organizację wyprawy, przedłużanie wizy oraz na zwiedzanie stolicy Nepalu. Znajdowaliśmy się w sytuacji o tyle komfortowej, że Olo, który był w Kathmandu trochę przed nami, wybrał agencje z którymi mieliśmy wyruszyć w góry.

Jest to niezmiernie ważne, żeby mieć wszystkie niezbędne dokumenty takie jak: wstęp do parku narodowego, pozwolenie na trekking oraz zdobywanie szczytów powyżej 6 tys. m oraz organizacje przesłania w konkretne miejsce namiotów i cięższego sprzętu. Agencji są tysiące i mają przeróżne ceny i przeróżne oferty.

Koszt organizacji trekkingu wyniósł nas ok. 2000 USD dla 4 osób (po drodze doszły niestety koszty dodatkowe). Na zdjęciach widać porównanie cen w trzech agencjach oraz wypełnianie formularza umowy w wybranej przez nas agencji.

Kolejnym punktem organizacyjnym była wymiana pieniędzy w lokalnym kantorze.

Jeśli wybieramy się na trekking bezwzględnie trzeba wykupić bilety wstępu do parku narodowego i ewentualne pozwolenia na zdobywanie szczytów (dotyczy to tych powyżej 6000 m). Na czas trekkingu nie jest nam niezbędny przewodnik, natomiast na samo wyjście w góry jest obowiązkowy. Agencja zajmie się znalezieniem przewodnika i ewentualnych tragarzy oraz dostarczeniem ciężkiego, czy też niepotrzebnego nam w trakcie trekkingu, sprzętu w umówione miejsce.

Niestety bardzo często zdarza się tak, że Agencje próbując nam sprzedać produkt troszkę naciągają rzeczywistość, a z kolei te „topowe” są dosyć drogie. Zdarzają się takie wpadki jak błędy w dokumentach, próby zmiany zaplanowanej przez Ciebie trasy, czy wreszcie ostatecznie okazuje się na miejscu, że zamówiony przewodnik nie mówi po angielsku (chociaż to w sumie i tak najmniejszy problem).

Pracownicy agencji w której zdecydowaliśmy się załatwić formalności, starali się zmienić drogę naszego trekkingu, co udało im się w zakresie miejscowości rozpoczęcia trasy (ostatecznie stanęło na Jiri Bazar, skąd rusza większość pieszych trekków). Udało im się także zmienić w pozwoleniach nasze imiona, nazwiska i narodowości. Jako plus możemy im zaliczyć fakt, że udało im się kupić nam bilety autobusowe na dzień świąteczny, w który bardzo dużo ludzi podróżowało z Kathmandu do swoich rodzinnych miejscowości. O reszcie niespodzianek mieliśmy przekonać się po drodze.

Na zdjęciach po prawej środki transportu jakimi się przemieszczaliśmy.

Co się składało na koszt naszego trekkingu:

  • – wstęp do parku narodowego,
  • – pozwolenie na zdobycie szczytu,
  • – transport sprzętu,
  • – przewodnik,
  • – ew. tragarz,
  • – lot Lukkla – Kathmandu.

Dlaczego taka istotna jest karta TIMS? Ponieważ trzeba się nią okazać w punktach kontrolnych, przy okazji zgłoszona przez nas trasa trekkingu jest wpisana do systemu i, przynajmniej teoretycznie, można sprawdzić czy zameldowaliśmy się w punktach kontrolnych. W praktyce wygląda tak, ze podajemy dane z naszych dokumentów, a ja w moich byłam obywatelką USA o imieniu Warsaw. Jednym słowem pomysł dobry, tylko wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Celowo nie piszę o wydatkach na jedzenie i noclegi w trakcie trekkingu – to tego dojdziemy w kolejnych postach i jest często sprawą indywidualnych negocjacji, potrzeb czy zachcianek 😉

Natomiast o przedłużaniu wizy można napisać cały osobny post. Jak to w urzędach, kolejka ogromna, końca nie widać, następnego dnia ruszamy w góry, a widzimy, ze w czasie otwarcia immigration office nie uda nam się sprawy załatwić. Na szczęście okazało się, że godziny zamknięcia również nie obowiązują i szczęśliwie zdążyliśmy.

Mimo dokumentów wystawionych z błędnymi danymi, pomimo sporu o trasę trekkingu, w końcu udało nam się zarezerwować wszystko co chcieliśmy, nawet angielskojęzycznego przewodnika, którego poznaliśmy osobiście i z którym mieliśmy się spotkać w okolicach Island Peak. Pełni optymizmu, mogliśmy poświęcić czas na zwiedzanie miasta. W dalszą drogę mieliśmy ruszyć w czwartek 25.09.2014.

    2 komentarze

  1. NIESAMOWITA PRZYGODA, A PRZEDE WSZYSTKIM PASJA
    BARDZO DOBRZE SIE CZYTA.

    • Dziękuję! I zapraszam do śledzenia dalszej relacji, będzie jeszcze ciekawiej 😉

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj Małgo on tour!

Dołącz do mnie, aby otrzymywać informacje o nowych postach lub ciekawych wydarzeniach.

Subskrypcja zakończona sukcesem!

Pin It on Pinterest

Share This